Obserwatorzy

piątek, 15 maja 2026

przedawkowałam..............................

 W sobotę mieliśmy gości "po rodzinie". Pogoda dopisała, obiad się udał, cała reszta też. Debatowaliśmy jak zwykle nad tym, gdzie to pojedziemy następnym razem na jakąś mini wycieczkę, i jak zwykle nie została uchwalona ani pora, ani miejsce. Odłożone do przedyskutowania następnym razem. To taka ciągle aktualna dyskusja, z której nic nie wynika ale temat do rozmowy jest. 

Fotka "rozpustna" - kawa, lody, ciacho na słoneczku. Szwagierka "rozgolaszona" bo jej zawsze  ciepło,, ja naubierana, bo ostatnimi czasy ciągle mi zimno, mąż naubierany jak zwykle.




Wczoraj byliśmy na pikniku w lesie, organizowanym przez związek emerytów, rencistów i inwalidów z okazji dnia inwalidy i 90-tych urodzin kilku członkiń. Występowaliśmy jako goście , bo członkami związku nie jesteśmy od jakiegoś czasu. Mówiono, że zostaliśmy zaproszeni z sympatii. Nawet kwiatka dostałam. Pięknego białego storczyka.

Było grillowo i biesiadnie. Jakieś zawody i gry  zespołowe. Fajnie. 

A ja się raczyłam nalewką pigwową, Ale za dużo wypiłam, Była wyjątkowo dobra i pięknie "wchodziła". W sam raz tak na humorek. Polaków rozmowy, wspominanie różnych znajomych, którzy się po Polsce rozpierzchli, no i oczywiście zaproszenia do odwiedzin, które się pewnie skończą jak zwykle, czyli - wpadniemy, wpadniemy i potem nie wpadamy. Ale takie życie. Każdy ma swoje sprawy i priorytety . Ale pogadać można, bo to miłe przecież jest.

A z tą nalewką to trochę przedobrzyłam i dziś mam pragnienie jak po śledziach solonych z beczki. 

W niedzielę mąż ma urodziny. Trzecie Ćwierćwiecze mu stuknie. No i goście będą. I w sobotę i w niedzielę. Oby pogoda dopisała, to się posiedzi na tarasie. Obiad zaplanowany. Zakupy się robią. Z powodu remontu pomieszczenia gospodarczego mamy nieczynny piekarnik , tak więc będą gotowce.

A na razie zanosi się na jakąś wielką burzę. Niebo granatowe i wiatr hula.

Do następnego...........................


piątek, 8 maja 2026

pomajówkowo.........................

 Od soboty aż do dziś była piękna pogoda "na krótki rękaw". Dziś jest zimno i siąpi deszcz. Nie mam nic "przeciwko", bo susza jest i deszcz potrzebny. Nie tylko roślinom, ale strażakom gaszącym pożar Puszczy Solskiej. Ale przydałaby się solidniejsza ulewa, bo taka kapanina biedna niewiele może.

W sobotę rzuciło nas do Rymanowa. Potrójna okazja - imieniny i urodziny mężowskiego brata, i majowy weekend.

W sobotę "tradycyjne grillowanie" i spotkanie rodzinne, w niedzielę wypad na kawę i lody do parku zdrojowego. 

Do domu wracałam ledwie ciepła z powodu grillowego jedzenia. Dopiero leki na niestrawność przywróciły mnie do normalności.

W tę sobotę będzie rewizyta. Mąż ma za tydzień urodziny i będzie przedterminowe spotkanie, bo akurat w urodziny "tamtym" wypada komunia u wnuczki.

Myślę, co by tu uszykować takiego lżejszego do jedzenia i stawiam na drób i sałatki. Mąż stawia na "gotowce" i chyba mu ulegnę, bo bez jego pomocy sama niewiele zrobię.

Z innej beczki.

Mąż zakupił kwiecie co zwie się mandevilla. Okazuje się, że to wymagająca roślina. Do ogrodu można ją wystawiać dopiero po zimnej Zośce. No i tak teraz suwamy donicą z tym kwiatkiem "w te i we w te", bo jest wrażliwa na zimno i na noc zabieramy ją do domu. To skutek zaufania pana małżonka do pań sklepowych, które mu "doradzają" przy zakupach. Kwiatek drogi, już trochę zmarniał, mam nadzieję, że może się uchowa.


No i to by było tyle na dziś. Do następnego....................................