Niedziela nudna jak zwykle.
Pielęgnacyjne zabiegi nogi.
Serial w Netflix.
Bardzo słodka galaretka (wykonanie mężowskie) z rodzynkami, gruszkami z kompotu i kostkami ptasiego mleczka. Wyjadłam pół tego czegoś z pucharka, więcej nie dało rady.
Niedzielne "łącza" z rodziną. Szwagier, mąż mojej siostry, w kiepskim stanie. Młodszy syn po operacji nosa. Starszy dzwonił z zapowiedzią o podrzuceniu nam psa do zaopiekowania.
Może "tutejsze" dzieci przyjadą w święta. Jadą gdzieś w tropiki na 2 tygodnie, nam zostawią psa pod opieką. Właściwie to pod męża opieką, ja na dwór teraz nawet nie wyjeżdżam. Wracać mają w środku wigilijnej nocy. Pewnie przyjadą prosto z lotniska. Może tym razem poświętujemy z rodziną. Pewnie krótko, ale zawsze to coś.
Przed świętami mam dwa wyjazdy i jedno zaproszenie na imprezę. Wyjazdy do lekarza (9 grudnia) i na testy (23 grudnia). Planujemy koleżeńskie spotkanie opłatkowe.
Zaproszenie na 8 grudnia - z okazji 50 rocznicy zawarcia małżeństwa. Mamy dostać medal "za zasługi", o czym zawiadomił nas były prezydent i jego kancelaria już pół roku temu. Obowiązkowo msza w kościele, potem obiad w naszej miejscowej restauracji "doraźnej". Biała Róża. Doraźnej, bo nie jest czynna normalnie, tylko z okazji imprez na zamówienie.
Zdjęcia i listy prezydenckie zamieszczę, o ile mi się uda, w relacji z imprezy.
Zapowiedzieli się też goście imieninowo-świąteczni. To brat męża z żoną i może też siostra męża. Impreza będzie kombinowana. Trochę tradycyjnych potraw świątecznych i obiad imieninowy. W same imieniny obiad stawia nam miasto.😂 Mam zrobić swoje "popisowe" danie - postną kapustę z grochem i grzybami.
A dziś jeszcze mnie czeka pielęgnacja nogi i może uda mi się coś obejrzeć w telewizorku, o ile mnie sen nie zmorzy.
Postanowiłam, że od czasu do czasu wrzucę tu jakieś swoje wspomnienia. Mam typowe objawy starzenia się. Pamiętam mnóstwo rzeczy z dzieciństwa, średni okres życia tak jakoś nie bardzo, a w dzień bieżący mocno się nieraz muszę zastanawiać, czy np. rano wzięłam swoją porcyjkę dragów, czyli tabletki. Tak więc wspomnienia będą "tematem zastępczym", jak codzienna szara nie da mi powodu do popisów pisarskich.
W tym tygodniu miałam jedną "przygodę". O mały włos nie spróbowałam jak to jest, gdy się ma głowę w klozecie. Coś tam podnosiłam z podłogi w łazience i pchnęło mnie akurat głową w stronę muszli klozetowej. Na szczęście wyratowałam się z opresji opierając się na spłuczce. Ale sceny z filmów, w których "namaczają" kogoś w klozecie, ciągle mi siedzą w głowie.
Dziś chodzi za mną piosenka "Hawana", próbowałam znaleźć na YT, no i się nie udało!
Do następnego..................................


