Obserwatorzy

poniedziałek, 26 stycznia 2026

dyrdymałkowe hobby....

https://www.facebook.com/reel/1535618750827705 

Moje głowne hobby to szybkowanie i czytanie. Kiedyś jeszcze były to robótki ręczne, teraz rączki już nie takie i nie dają rady.

"Szybka" to ekran telewizora albo komputera - takie wyjaśnienie dla tych, którzy nie znają mnie z wpisów na portalu, który "pamiętnikarzy" pozbawił możliwości pamiętnikowania. Wymyślił je dawno temu mój ojciec, jak "nastały telewizory".

W szybkach oglądam seriale , filmy, gram w jakieś tam mało skomplikowane gry typu układanki, pasjanse, mahjong, czy puzzle, czytam też ebooki, bo papierowych nie ma mi kto dostarczać. 

Ostatnio też namiętnie oglądam samoloty odlatujące i  startujące na trudnych lotniskach z krótkim pasem. wiem, że to symulacje, ale i tak dreszczyk emocji miewam.

Teraz doszło mi oglądanie rolek, a konkretnie filmików z różnych koncertów , które się odbywają na lotniskach, w supermarketach czy na ulicy. Przeważnie jest to fortepian, pianino, wiolonczela i skrzypce. No i klarnet. Dołączają do grającego ludzie z różnymi instrumentami, czasem ktoś śpiewa. 

Jak oni grają i śpiewają!!!!

Wysłuchałam różnych czardaszów, arii, Vivaldiego, piosenek zespołu Quinn i wielu innych. Utwory znane i lubiane. Przy niektórych płakałam rzewnymi łzami.

Oglądam też rolki z chłopcem Tommy'm i jego psem Tuffy'm. Pies to wielki dog , pod którego brzuchem Tommy swobodnie się mieści. Chłopiec z zapałem uczy psa różnych rzeczy. Można się pośmiać i wzruszyć.

No i karate. Oglądam walki kumite i pokazy kata. Usiłuję zrozumieć na czym ten sport polega i nawet mi się częściowo udaje. 

No i czekam na ferie. Najpierw wnuczka ma brać udział w turnieju karate w Londynie, potem syn i wnuczęta z UK mają przylecieć na tydzień feriowania w Polsce. Może śnieg doleży , żeby można było zorganizować jakieś zimowe rozrywki typu kulig czy narty.

I tym optymistycznym akcentem kończę moje dzisiejsze dyrdymałki.

Do następnego......................

wtorek, 13 stycznia 2026

porażka i inne kuchenne dyrdymałki....................

 Żeby tak dopuścić, że w domu nie ma nic słodkiego - zapytał retorycznie mój mąż, bo to on u nas jest od zaopatrzenia między innymi w słodkości. No i naczelnym łasuchem.

Po tym stwierdzeniu rzucił się w wir bełtania "porażki".

Porażka to taka nasza domowa nazwa ciasta z owocami.  Robi się szybko, jest niedrogie, smaczne, owoce dodawać można też z kompotu, czy mrożone. Wzięła się stąd ta nazwa, że kiedyś, w czasach, gdy jeszcze ja rządziłam garami - z wizytą zapowiedzieli się szwagrostwo , więc postanowiłam się popisać się przed nimi ciastem ze śliwkami. Naszykowałam co trzeba, włożyłam do pieca, po "przewidzianym ustawowo" czasie ciasto wyjęliśmy na stół. Z wierzchu piękne, od spodu takoż, a w środku płynna lawa. No porażka! Co robić? Albo bełtać nowe, albo ratować co się da. Ciasto z powrotem do formy i do piekarnika. Tym razem wyjęliśmy już upieczone, ale na skutek tego przekładania straciło na urodzie straszliwie. Ale zyskało na smaku. Mąż z bratem pochłonęli całą zawartość blaszki (brat też łasuch), nam z bratową dostały się brzeżki, ale "nie krzywdowałyśmy sobie", przynajmniej ja, bo najbardziej właśnie lubię brzeżki z ciasta.

Nazwa "porażka" się przyjęła i została. Dziś też będzie ze śliwkami (mrożonymi). 

Przez to pieczenie mężowi się zdaje , że dziś niedziela. Bo przez cały tydzień "dojadał" jakieś ciasteczka jeszcze powigilijne i trochę podeschnięte pierniczki, i dzielnie się bronił przed pieczeniem. 

 W kuchni mamy dziś zero waste. Zupa koperkowo-pulpetkowa (na wywarze z gotowania pulpetów) z ryżem i kapusta z grochem, jeszcze wigilijna. Za dużo na wigilię ugotowałam, co zostało to się zamroziło , no ale w końcu trzeba to zjeść. Pewnie taka "goła" nie będzie. 

Mąż nosi się z zamiarem dorzucenia do kapusty po kawałku kiełbasy. Biedak, przez zimę cierpi na brak zajęcia i wymyśla cuda wianki. Zakupy zrobione wczoraj, posesja odśnieżona też wczoraj, wyoglądane w tv wszystkie snookery i tenisy oraz siatkówki, zabiegi pielęgnacyjne zrobione. W piecu co. napalone. Chyba mu podpowiem, że jeszcze galaretkę na deser mógłby zrobić.😍


Porażka stygnie. Można ją przypudrować cukrem, polukrować, albo jeść z tzw. zniszczem, czyli gołą.

No i tyle na dziś dyrdymałek.😍🙋‍♀️

sobota, 10 stycznia 2026

doczekałam się................

 Przez cały tydzień czekałam na sobotę. Z dwóch powodów: - po pierwsze - wnuczka miała brać udział w turnieju karate, po drugie - seniorzy w sobotę śpiewają.

Jak już doczekałam sobotniego ranka, to zaczęło się buszowanie po stronach karateckich w poszukiwaniu linka do transmisji z zawodów. Sama nie znalazłam, więc posiłkowałam się Czatem GPT, Copilotem i czym się dało. Nic nie znaleźliśmy. Transmisji nie było. 

W końcu udało mi się znaleźć drabinki kumite i rozczarowałam się od razu, bo wydawało mi się, że wnuczka zebrała "baty" zaraz w pierwszej walce. Tak bywa. 

Zajęłam się oglądaniem serialu "Bestia we mnie" . Parę razy musiałam przewijać, bo mnie drzemki dopadały. No ale udało mi się coś tam obejrzeć. 

Po Voice Senior, którym się nie zachwyciłam,  zajrzałam jeszcze raz do tych drabinek. I cóż się okazało- wnuczka wygrała jeszcze inne walki i w sumie zgarnęła srebrny medal w swojej kategorii. 

Zdjęcia zamieścił klub wnuczki. Oglądałam może 100 razy. Nawet syn i synowa załapali się na triumfalną fotkę.

Dzisiejszy dzień oczywiście też zaczęłam od kawy i oglądania fotek.


Teraz czekam na wydarzenia zagraniczne. Wnuczka z rodzicami w lutym leci na zawody do Londynu. Spotkają się  też rodzinnie z angielskimi. Potem angielscy przylatują na ferie do dziadków. Czekania, a
 czekania pod dostatkiem.



Zima trwa. Właśnie dosypuje drobny śnieżek i mróz się lekki też rozgościł na dobre.

piątek, 2 stycznia 2026

no i mamy zimę................

 Nastała i u nas. Na jak długo - tego nie wie nikt. Ale od rana sypie śniegiem. Raz drobniuteńkim, raz grubym; puder,  który leżał do tej pory na ziemi, przeobraził się już w niezłą kołderkę. Do jutra będzie pierzyna, taka jak to dawniej bywały, maszyna odśnieżająca pójdzie w ruch.

Póki co, oprócz codziennego wynoszenia śmieci, mąż nie ma zajęcia i z upodobaniem stoi przy garach, z czego ja się cieszę, bo gotowanie nie jest moim ulubionym. Ale przez to stałam się zupełnie bezrobotna i dni mijają mi na drzemkach przed telewizorkiem.

Do przyjazdu dzieci na ferie jeszcze 1,5 miesiąca. Chciałabym, aby się ten śnieg utrzymał, bo saneczkowanie to dla nich frajda. U siebie tego nie mają. No ale "wola boska i skrzypce" - co będzie, to będzie, wpływu na pogodę nie mam.

Powinnam uporządkować drugą komodę, ale tak mi się nie chce! pewnie jak już niczego w szufladach nie będę mogła znaleźć, to się za to zabiorę. 

Nadal oglądam Homeland i przysypiam na co drugim odcinku, ale jestem już przy szóstej serii, mam nadzieję, że dobrnę do końca. Wyprodukowano osiem sezonów. I przysypiam nie dlatego, że nudne, tylko dlatego, że starcze drzemki mnie bez powodu dopadają.

Coś tam podczytuję, długą przerwę miałam, jak czytam, to czytam, jak przestaję, to potem trudno mi się wciągnąć na nowo. Bo tak już mam, że książkę muszę przeczytać od razu, w całości, do odłożonych na zaś czasem nie wracam. 

I właściwie na dzisiaj tyle dyrdymałków.