Obserwatorzy

środa, 29 kwietnia 2026

plany i po planach..............

 Dziś miałam wizytę u ortopedy. Wyznaczył mi termin zabiegu na cieśnię nadgarstka i strzelający palec równo za miesiąc, czyli 26 maja. Akurat na dzień matki. Wysiedziałam w kolejce kilka godzin. Czy się zdecyduję - jeszcze nie wiem, boję się gojenia po tym zabiegu bardziej niż samego cięcia. Się zobaczy.

Mieliśmy jutro jechać do Rymanowa na majówkę i urodziny z imieninami szwagra. Niestety, wyjazd się nam przesunął z powodu pogrzebu (zmarł ojciec synowej) aż na sobotę, tym samym planowane wyjezdne szaleństwo zakupowe poszło się bujać. No, chyba że zostaniemy do poniedziałku. Ale jak znam życie, małżonek będzie chciał jechać do domu już w niedzielę, najchętniej zaraz po śniadaniu, bo zawsze tak jest. Pierzemy te kilometry "w te i we w te", nigdzie nie wstępując po drodze, chyba że z powodu potrzeb fizjologicznych robimy przystanek gdzieś na stacji benzynowej. W takim pośpiechu, jak by się nam za plecami paliło. Ale chłopa po siedemdziesiątce już się chyba nie uda mi zmienić, jest, jak jest.

Na te zakupy chciałam się wybrać z bratową męża jako głosem doradczym i pchaczem wózkowym.

 Fajnie się z nią kupuje. Zobaczymy, może się uda jednak w poniedziałek jednak plan zrealizowac.

Nie wiadomo jak tu się ubrać i na pogrzeb i na wyjazd, bo pogoda piętrowa. Z góry grzeje słońce, dołem zimne wiatry hulają. Na razie używam jeszcze cieplejszej kurtki, bo jakaś taka niedogrzana jestem. Trzeba będzie "zacebulkować". A ja tak nie lubię mieć dużo rzeczy nawkładanych. No, ale jak trza to trzeba. Łatwiej się rozbierać, niż marznąć. Na sobotę zapowiadają ładną pogodę. No i dobrze, bo będzie "party w krzakach" czyli grillowanie na ogródkach szwagrowskich.

Na kolację mam zamiar popełnić placki warzywne, a tym samym zniewolić małżonka do uruchomienia tego super robota, o którym wcześniej pisałam, Niech się wykażą obydwaj, mąż i robot. Ale jak wyjdzie to się dopiero okaże.

No i na razie tyle. Jakoś nie mogę się po długiej przerwie wciągnąc znowu w pisanie.


niedziela, 26 kwietnia 2026

powrót.......

 Moje upadki i wzloty.

Skasowałam tego bloga już jakiś czas temu, ale dziś mnie naszło wskutek namowy koleżanek na pisanie i próba przywrócenia dyrdymałek jakoś się udała. No, bo to jedyne miejsce, gdzie teraz mogę sobie pobajdurzyć. Dobrze, że dają czas 90 dni na "opamiętanie się".

Przez ten okres "niechciejstwa" nic konkretnego się u mnie nie wydarzyło, nie licząc paru wyjazdów do doktorów i wizyt kuzynostwa.

Wiosna u nas przez moje okna wygląda pięknie. Kwitną wszystkie drzewa owocowe, nawet ozdobne też się popisują. Jedna azalia to już nawet przekwitła. Druga jeszcze trochę kwiecia ma, ale wietrzyska codzienne zdmuchują je systematycznie. Azalie pewnie jeszcze nie kwitną tak w ogóle, ale nasze, zakupione tydzień temu, chyba trochę podpędzone sztucznie były, stąd to kwiecie wczesne.

Miniony tydzień był pod znakiem demolki. 

Najpierw w mojej kabinie prysznicowej mąż wymieniał odpływ. Coś tam się zepsuło i przepuszczało wyziewy z szamba. Trzeba było wykuć starą kratkę, poszerzyć otwór i zamontować nowe ustrojstwo, podobno lepsze ( się okaże 😍). Teraz to wszystko schnie i się utwardza, a ja się myję jak kot łapą. Mąż korzysta z wanny i prysznica nad nią, ja, niestety, tam nie wlezę, musiałabym mieć specjalny przyrząd,  który by mnie tam wkładał i potem wyjmował. ALE JUŻ JUTRO PODOBNO BĘDZIE MOŻNA KORZYSTAĆ z mojego prysznica.

Dziś robiliśmy małą demolkę w kuchni. Skróciło się jedną z szafek (nie o głowę, ale tę spodnią część😂), żeby zrobić miejsce na sprzęcior który dostaliśmy w prezencie na pięćdziesięciolecie małżeństwa. Ma to ustrojstwo mnóstwo zastosowań, a do tej pory stało "bezczynnie" w spiżarce, bo się nie mieściło na blacie.  Było trochę przekładania, ale udało się i teraz będziemy wypiekać, siekać, miksować, i co kto tam chce.

O przydatności w codziennym życiu tego typu sprzętów mam swoje zdanie, ale o tym to już może następnym razem.