Dziś miałam wizytę u ortopedy. Wyznaczył mi termin zabiegu na cieśnię nadgarstka i strzelający palec równo za miesiąc, czyli 26 maja. Akurat na dzień matki. Wysiedziałam w kolejce kilka godzin. Czy się zdecyduję - jeszcze nie wiem, boję się gojenia po tym zabiegu bardziej niż samego cięcia. Się zobaczy.
Mieliśmy jutro jechać do Rymanowa na majówkę i urodziny z imieninami szwagra. Niestety, wyjazd się nam przesunął z powodu pogrzebu (zmarł ojciec synowej) aż na sobotę, tym samym planowane wyjezdne szaleństwo zakupowe poszło się bujać. No, chyba że zostaniemy do poniedziałku. Ale jak znam życie, małżonek będzie chciał jechać do domu już w niedzielę, najchętniej zaraz po śniadaniu, bo zawsze tak jest. Pierzemy te kilometry "w te i we w te", nigdzie nie wstępując po drodze, chyba że z powodu potrzeb fizjologicznych robimy przystanek gdzieś na stacji benzynowej. W takim pośpiechu, jak by się nam za plecami paliło. Ale chłopa po siedemdziesiątce już się chyba nie uda mi zmienić, jest, jak jest.
Na te zakupy chciałam się wybrać z bratową męża jako głosem doradczym i pchaczem wózkowym.
Fajnie się z nią kupuje. Zobaczymy, może się uda jednak w poniedziałek jednak plan zrealizowac.
Nie wiadomo jak tu się ubrać i na pogrzeb i na wyjazd, bo pogoda piętrowa. Z góry grzeje słońce, dołem zimne wiatry hulają. Na razie używam jeszcze cieplejszej kurtki, bo jakaś taka niedogrzana jestem. Trzeba będzie "zacebulkować". A ja tak nie lubię mieć dużo rzeczy nawkładanych. No, ale jak trza to trzeba. Łatwiej się rozbierać, niż marznąć. Na sobotę zapowiadają ładną pogodę. No i dobrze, bo będzie "party w krzakach" czyli grillowanie na ogródkach szwagrowskich.
Na kolację mam zamiar popełnić placki warzywne, a tym samym zniewolić małżonka do uruchomienia tego super robota, o którym wcześniej pisałam, Niech się wykażą obydwaj, mąż i robot. Ale jak wyjdzie to się dopiero okaże.
No i na razie tyle. Jakoś nie mogę się po długiej przerwie wciągnąc znowu w pisanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz