Obserwatorzy

wtorek, 13 stycznia 2026

porażka i inne kuchenne dyrdymałki....................

 Żeby tak dopuścić, że w domu nie ma nic słodkiego - zapytał retorycznie mój mąż, bo to on u nas jest od zaopatrzenia między innymi w słodkości. No i naczelnym łasuchem.

Po tym stwierdzeniu rzucił się w wir bełtania "porażki".

Porażka to taka nasza domowa nazwa ciasta z owocami.  Robi się szybko, jest niedrogie, smaczne, owoce dodawać można też z kompotu, czy mrożone. Wzięła się stąd ta nazwa, że kiedyś, w czasach, gdy jeszcze ja rządziłam garami - z wizytą zapowiedzieli się szwagrostwo , więc postanowiłam się popisać się przed nimi ciastem ze śliwkami. Naszykowałam co trzeba, włożyłam do pieca, po "przewidzianym ustawowo" czasie ciasto wyjęliśmy na stół. Z wierzchu piękne, od spodu takoż, a w środku płynna lawa. No porażka! Co robić? Albo bełtać nowe, albo ratować co się da. Ciasto z powrotem do formy i do piekarnika. Tym razem wyjęliśmy już upieczone, ale na skutek tego przekładania straciło na urodzie straszliwie. Ale zyskało na smaku. Mąż z bratem pochłonęli całą zawartość blaszki (brat też łasuch), nam z bratową dostały się brzeżki, ale "nie krzywdowałyśmy sobie", przynajmniej ja, bo najbardziej właśnie lubię brzeżki z ciasta.

Nazwa "porażka" się przyjęła i została. Dziś też będzie ze śliwkami (mrożonymi). 

Przez to pieczenie mężowi się zdaje , że dziś niedziela. Bo przez cały tydzień "dojadał" jakieś ciasteczka jeszcze powigilijne i trochę podeschnięte pierniczki, i dzielnie się bronił przed pieczeniem. 

 W kuchni mamy dziś zero waste. Zupa koperkowo-pulpetkowa (na wywarze z gotowania pulpetów) z ryżem i kapusta z grochem, jeszcze wigilijna. Za dużo na wigilię ugotowałam, co zostało to się zamroziło , no ale w końcu trzeba to zjeść. Pewnie taka "goła" nie będzie. 

Mąż nosi się z zamiarem dorzucenia do kapusty po kawałku kiełbasy. Biedak, przez zimę cierpi na brak zajęcia i wymyśla cuda wianki. Zakupy zrobione wczoraj, posesja odśnieżona też wczoraj, wyoglądane w tv wszystkie snookery i tenisy oraz siatkówki, zabiegi pielęgnacyjne zrobione. W piecu co. napalone. Chyba mu podpowiem, że jeszcze galaretkę na deser mógłby zrobić.😍


Porażka stygnie. Można ją przypudrować cukrem, polukrować, albo jeść z tzw. zniszczem, czyli gołą.

No i tyle na dziś dyrdymałek.😍🙋‍♀️

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz