Przez cały tydzień czekałam na sobotę. Z dwóch powodów: - po pierwsze - wnuczka miała brać udział w turnieju karate, po drugie - seniorzy w sobotę śpiewają.
Jak już doczekałam sobotniego ranka, to zaczęło się buszowanie po stronach karateckich w poszukiwaniu linka do transmisji z zawodów. Sama nie znalazłam, więc posiłkowałam się Czatem GPT, Copilotem i czym się dało. Nic nie znaleźliśmy. Transmisji nie było.
W końcu udało mi się znaleźć drabinki kumite i rozczarowałam się od razu, bo wydawało mi się, że wnuczka zebrała "baty" zaraz w pierwszej walce. Tak bywa.
Zajęłam się oglądaniem serialu "Bestia we mnie" . Parę razy musiałam przewijać, bo mnie drzemki dopadały. No ale udało mi się coś tam obejrzeć.
Po Voice Senior, którym się nie zachwyciłam, zajrzałam jeszcze raz do tych drabinek. I cóż się okazało- wnuczka wygrała jeszcze inne walki i w sumie zgarnęła srebrny medal w swojej kategorii.
Zdjęcia zamieścił klub wnuczki. Oglądałam może 100 razy. Nawet syn i synowa załapali się na triumfalną fotkę.
Dzisiejszy dzień oczywiście też zaczęłam od kawy i oglądania fotek.
Teraz czekam na wydarzenia zagraniczne. Wnuczka z rodzicami w lutym leci na zawody do Londynu. Spotkają się też rodzinnie z angielskimi. Potem angielscy przylatują na ferie do dziadków. Czekania, a