Obserwatorzy

wtorek, 16 czerwca 2026

ogrodowo, pogodowo, dietetycznie?

     Pogoda jaka jest, każdy widzi. U nas pod tzw. zdechłym Azorkiem. Najpierw prawie miesięczna susza bez kropli deszczu, chociaż deszczowe chmury latały po naszym niebie w te i we wte. Potem zaczęło siąpić. Taka "kapanina biedna". Przeszły dwie burze pięciominutowe - każda, i dwa grzmoty (po jednym na każdą burzę). Spadło też trochę wody. Mąż zamontował pojemniki, z których bierze deszczówkę do podlewania. Za to wichry dopisują. Momentami takie, że głowę urywają. Od jutra ponoć upały.

    W ogrodzie  dziwne rzeczy się wskutek powyższego dzieją. Trawa dostała łysienia plackowatego w kolorze żółtym. Krzak jaśminu zakwitł pięknie, ale trwało to chwilę, bo zaraz potem wszystkie kwiaty się obsypały. Rododendrony, które miały piękne pączki na wiosnę, zakwitły w ilościach śladowych, dosłownie kilka rachitycznych kwiatków na kilku krzewach. Pączki zaschły i odpadły a na ich miejsce wyrosły następne pięterka liści. Pewnie przyczynił się do tego lekki mróz, który się pojawił na początku maja. Pozytywem jest to, że krzaczki się rozkrzewiły.

    W sadku też kiepsko. Jagody kamczackie zjadły kosy i szpaki, na przesyt innych owoców też nie będziemy narzekać. Mąż po obchodzie stwierdził, że może śliwki będą, bo o borówkach, czereśniach , gruszkach i jabłkach możemy pomarzyć. Z wiśniami to samo. A zapowiadał się urodzaj, bo wszystko kwitło pięknie. 

    No to pogodowo i ogrodowo pomarudziłam. Teraz o diecie. 

    Dieta jest, bo była, ale bezskuteczna. Z nasilonym apetytem włącznie. Postanowiłam więc, że dwa dni w tygodniu - we wtorki i piątki będą tylko korzonki i ewentualnie nabiał, Miało być też bezchlebowo, ale oczywiście zaraz na początku plany się posypały co do chleba. Weszły dwie kanapki z pomidorem. To moje jedno z ulubionych jedzenie i nie udało się oprzeć widokowi pięknego pomidora i świeżego chleba. Plan na dziś jest następujący: na śniadanie twarożek z warzywami, mandarynka i te dwie nieszczęsne kromeczki na drugie, potem botwinkowa z jajkiem i kalafior zapiekany w sosie serowym, Na kolację dwa ziemniorki z koperkiem i jogurt. Może wytrzymam bez chleba przynajmniej resztę dnia.

    Co poza tym, co wyżej?

    Sezon na gości chyba się skończył, W niedzielę gościliśmy siostrzeńców z rodzinami, w środę przyjechał syn z rodziną i pieskiem. Piesek został, a oni w sobotę polecieli do Chin. Teraz pewnie Zuzia macha kosmonautom z Chińskiego Muru. Łączności zero. Wrażenia będą po ich powrocie. Wycieczka objazdowa, to pewnie sporo ciekawych miejsc zobaczą. Wracają 24 czerwca. Zuzia jeszcze zdąży świadectwo odebrać. Czy będzie pasek na papierze, czy na 4 literach, to się okaże. Dziadek jej obiecał jakąś "gratyfikację". 

    Moja reka po zabiegu chirurgicznym już dochodzi do  formy, czego dowodem jest długość dzisiejszych dyrdymałek.

    No i to  by było na tyle. Do następnego..................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz