W sobotę mieliśmy gości "po rodzinie". Pogoda dopisała, obiad się udał, cała reszta też. Debatowaliśmy jak zwykle nad tym, gdzie to pojedziemy następnym razem na jakąś mini wycieczkę, i jak zwykle nie została uchwalona ani pora, ani miejsce. Odłożone do przedyskutowania następnym razem. To taka ciągle aktualna dyskusja, z której nic nie wynika ale temat do rozmowy jest.
Fotka "rozpustna" - kawa, lody, ciacho na słoneczku. Szwagierka "rozgolaszona" bo jej zawsze ciepło,, ja naubierana, bo ostatnimi czasy ciągle mi zimno, mąż naubierany jak zwykle.
Wczoraj byliśmy na pikniku w lesie, organizowanym przez związek emerytów, rencistów i inwalidów z okazji dnia inwalidy i 90-tych urodzin kilku członkiń. Występowaliśmy jako goście , bo członkami związku nie jesteśmy od jakiegoś czasu. Mówiono, że zostaliśmy zaproszeni z sympatii. Nawet kwiatka dostałam. Pięknego białego storczyka.
Było grillowo i biesiadnie. Jakieś zawody i gry zespołowe. Fajnie.
A ja się raczyłam nalewką pigwową, Ale za dużo wypiłam, Była wyjątkowo dobra i pięknie "wchodziła". W sam raz tak na humorek. Polaków rozmowy, wspominanie różnych znajomych, którzy się po Polsce rozpierzchli, no i oczywiście zaproszenia do odwiedzin, które się pewnie skończą jak zwykle, czyli - wpadniemy, wpadniemy i potem nie wpadamy. Ale takie życie. Każdy ma swoje sprawy i priorytety . Ale pogadać można, bo to miłe przecież jest.
A z tą nalewką to trochę przedobrzyłam i dziś mam pragnienie jak po śledziach solonych z beczki.
W niedzielę mąż ma urodziny. Ćwierćwiecze mu stuknie. No i goście będą. I w sobotę i w niedzielę. Oby pogoda dopisała, to się posiedzi na tarasie. Obiad zaplanowany. Zakupy się robią. Z powodu remontu pomieszczenia gospodarczego mamy nieczynny piekarnik , tak więc będą gotowce.
A na razie zanosi się na jakąś wielką burzę. Niebo granatowe i wiatr hula.
Do następnego...........................
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz