Mężowskie rozterki (kopia z pamiętnika na "Lekkiej").
W wigilię mąż miotał się z choinką. Jak już pisałam, postanowiliśmy, że w tym roku będzie tylko stroik. Ale chyba nie chciało mu się iść po jedlinę do ogrodu, więc się udał na strych, jednak po choinkę. Najpierw zniósł stolik, na którym ta choinka zazwyczaj stoi. Umył z kurzu, przytargał na "miejsce postoju\" i stwierdził, że jednak nie będzie choinki znosił ze strychu, bo zakurzona i takie tam...
Wsiadł do samochodu i pojechał po ostatnie zakupy, odgrażając się, że kupi albo stroik albo nową choinkę. Zakupy drobne zrobił. ale ani choinki ani stroika nie kupił, bo się po drodze rozmyślił. Stargał jednak tę choinkę ze strychu, ubraliśmy ją wspólnymi siłami, no i jest.
Jak już naocznie przekonałam się, że około 23 z minutami wylądowali, to ucięłam sobie drzemkę, obliczywszy, że przyjazd zajmie im około 3-4 godzin.
Samolot miał opóźnienie, samochód odebrali dopiero o 24.30. Syn zadzwonił do męża, żeby na nich nie czekać, bo jadą do siebie, bo jest mróz i będą grzać mieszkanie po dwutygodniowej nieobecności. Mąż na takie dictum poszedł w kimono, mnie nie budził. O niczym nie wiedząc, spałam sobie spokojnie do 3 rano, a potem albo mi się zdawało, że widzę światła samochodu prześlizgujące się po moich oknach, albo mi się to przyśniło, albo ktoś sobie skrócił przejazd do drogi przez naszą działkę. Tak czy siak - zerwałam się z łoża, pojechałam do kuchni szykować gary na przyjazd, bo chociaż to nie były światła ich samochodu, to przecież wkrótce przyjadą.
O piątej rano zorientowałam się jak jakiś bystrzak, że jednak chyba pojechali do domu i zaczęłam sobie wymyślać "mowę powitalną" na temat tego, jak to przecież można było matkę zawiadomić.
Mąż wstał o siódmej i powiedział mi o telefonie, słysząc jak się "miotam". No to odłożyłam "mowę powitalną" na inną okazję.
Piesek.
Dzieci przyjechały około południa. Opowieści, zdjęcia, filmiki, jedzenie wigilijne. Świąteczne poszło do lodówki . Poprzestawiały nam się te dni świąteczne.
A piesek nie mógł się nacieszyć. Obawiałam się, że ogon mu odpadnie z tego szczęścia.
U nas miał przytulaski ale nie za często. Wczoraj syn dzwonił i mówił, że pieskowi jeszcze wciąż mało przytulanek. A na odjezdne - jedno merdnięcie ogonem i już w samochodzie.W następny dzień pogadaliśmy z rodziną angielskich oglądaliśmy podchoinkowe prezenty, karaoke w wykonaniu dziewczyn i panów (masakra), uśmialiśmy się po pachy z tych występów męskich.
Reszta świąt upłynęła nam na drzemkach i ocknięciach.
Dziś mąż popełnił bigos resztkowy i prawie się rozprawiliśmy z tym świętowaniem.
Dosyć już tego świętowania, a tu jeszcze sylwester i nowy rok przed nami.
Sylwester i nowy rok przeleci Maniu szybko.Przeczytałam wszystkie poprzednie posty ale komentuje tylko pod tym.Uwielbiam Cię Maniu czytać :).Pozdrawiam Sarunia -Teresa
OdpowiedzUsuńDzięki za odwiedziny. Pozdrawiam :-)))
UsuńJuż niedługo znowu nam w domu zapanuje pokój i spokój i będziemy mile wspominać świąteczny czas 😊
OdpowiedzUsuńJak tylko zutylizujemy zapasy poświąteczne!😂
UsuńManiu, jeszcze kilka dni i będzie można złapać oddech :) chciałabym również zobaczyć / posłuchać tego karaoke :)
OdpowiedzUsuńJak lubisz "kocią muzykę" to mogę podesłać.😂
UsuńAch, czyli Lekka działa. Jakoś nie umiem się przekonać. Pozdrawiam poświątecznie
OdpowiedzUsuńByła wielka ekscytacja, teraz trochę tam przygasło, ale to może dlatego, że okres świąteczny i każdy zajęty świętowaniem. 😂
OdpowiedzUsuńLadna choinka, taka rowna i symetryczna:) Ja w tym roku dwie żywe ubierałam, i obie jakieś krzywe... tez bym była za rozłożeniem świąt, podobno chiński nowy rok przypada 17 lutego, i myślę że wolalabym wtedy swietowac niż popojutrze:)
OdpowiedzUsuń