Badania krótkie, wyniki dobre - czytaj - stosownie do wieku. Pani doktor zadowolona, my z mężem też. Leki pobrane, życzenia świąteczne złożone i odebrane. Następna wizyta w marcu.
Spotkanie koleżeńskie tradycyjnie w leclerkowej restauracji. Jedna nieobecna, reszta dopisała. Pochwaliliśmy się naszymi gadżetami jubileuszowymi (mąż to wszystko zabrał!).
Kawa, jedzonko, opłatek, pogaduszki i zaskoczenie, bo dostaliśmy prezenty z okazji byłego jubileuszu małżeńskiego. Jeden konkretny, trochę bardzo fajnych drobiazgów.
Krótko to trwało, nieraz "urzędujemy" parę godzin, dziś tylko dwie, bo przed świętami każdy miał coś jeszcze pilnego do zrobienia. Jedzenie nie świąteczne. Akurat pierogi wyszły, były tylko z nadzieniem z kaczki. Wybory mieliśmy różnorodne - ja placek po węgiersku, mąż pizza, małżeństwo koleżeńskie - też pizza na pół, koleżanka jedna pierohi z tą kaczką, druga jarskie gołąbki, trzecia nic nie chciała, tylko herbatę, ale że nasze porcje były wielkie, to wmusiliśmy w nią po trochu od każdego.
Trochę żartów w wykonaniu kolegi Stasia, trochę dyskusji na temat sytuacji i stosunków polsko-ukraińskich, trochę różnych wspomnieniowych historii, i do domu. Mąż zdążył po powrocie jeszcze oblecieć sklepy i dokupić co nieco z tego, co "niezbędne" na święta, wykupił też zamówiony lek dla mnie.
Piesek zaopiekowany, szalał ze szczęścia jak wróciliśmy do domu i jeszcze "wyprowadził męża na spacer".
Jest OK.
Zabieram się do robienia ryby po grecku.
Jutro w nocy przylecą dzieci z wywczasów tropikalnych. Może jutro odnajdę tę magię świąteczną.
I co? W końcu przyszła magia świąt ? Czy może znowu gdzieś się zaszyła w kąciku i czeka na lepszy czas ?
OdpowiedzUsuń