Oj ciężko mi się było zebrać do napisania czegokolwiek.
Wydarzyło się jednak coś w moim monotonnym żywocie, to jest okazja do rozkręcenia się.
W niedzielę przyjechali synostwo w komplecie - syn, synowa i wnuczka. No i piesek. Przyjechali późno, poherbatkowali, wymieniliśmy trochę "informacji", zostawili pieska i pojechali szykować się do wyjazdu. Dziś już lecą gdzieś tam w tropiki. Wrócą w noc wigilijną, to może w tym roku chociaż trochę poświętujemy nie tylko we dwoje. Będzie okazja do ubrania choinki i naszykowania sterty jadła.
W poniedziałek świętowaliśmy 50 lat związku małżeńskiego. Rodzinnie świętowaliśmy 5 lipca. Mieliśmy party ogródkowe w naszym sadzie.
Wczoraj świętowaliśmy gminnie. Urząd organizuje co dwa lata takie święto (żeby było więcej uczestników?). Było 28 par małżeńskich + notable.
Najpierw obowiązkowo uroczystość w kościele. Msza, przemowy i odnowienie (?) przysięgi.
Potem w restauracji część świecka. Przemowy, toast i dekoracja . Medale za "zasługi", dyplom, kwiaty, prezent, fotki z notablami.
Atmosfera miła, ale jubilaci stonowani. Bez szaleństw.
Obiad, deser i tort okolicznościowy .
Przygrywał dyskretnie zespół młodych muzyków. Podobało mi się. Klasyczne przeboje polskie i światowe swingujące albo jazzujące. Jeden z uczestników miał ochotę na tańce, reszta jednak się nie wychylała. Po obiedzie towarzystwo zaczęło powoli się rozchodzić, no to i my się ewakuowaliśmy. Ale cały dzień wypełniony. Potem już tylko herbatka, serial i spanko.
Panie były wystrojone odświętnie. Suknie w różnych kolorach, plisowanki. Fryzury prosto od fryzjera. (Jak to mawiała moja siostra - świąteczne "grempliny" przyodziały. Młodzi to chyba nawet nie wiedzą co to te "grempliny". Tak naprawdę to coś, to kremplina, materiał półelastyczny na suknie. Noszony w ubiegłym stuleciu. Żartuję sobie w tym momencie), panowie w garniturach (na ogół). Cały przebieg uroczystości obfotografowano, a burmistrz zrelacjonował na fejsbuku.
Wczoraj też były moje imieniny.
Niestety, rodzina z życzeniami zapomniała się wychylić. Starszy syn z przychówkiem zaaferowany kończeniem pilnych prac w gospodarstwie i wyjazdem, młodszy jakoś zupełnie zapomniał, co mu się wcześniej nie zdarzało. Mąż przypomniał sobie dziś rano (lepiej późno😊 niż później). Siostra zaabsorbowana chorobą męża. Tylko siostra męża zadzwoniła w niedzielę, bo wiedziała, że w poniedziałek będziemy się ceremoniować.
No i koleżanki telefoniczne dopisały. Takie, z którymi mam kontakt telefoniczny właśnie przy okazji imienin, świąt, itp.
Dziś miałam dzień wyjazdowy. Wizyta kontrolna u neurologa. Z wynikami badań. Szybko poszło, spotkań koleżeńskich nie umawiałam , bo pogoda pod zdechłym Azorkiem. Lało bez opamiętania przez całą drogę "w te i nazad". Wycieraczki ledwie nadążały wycierać to mokre z szyb. Następna wizyta - najbliższy wolny termin - maj.
Święta prawie tuż za miedzą, a ja jeszcze nie krzątam się w ogóle. Ale od jutra chyba zacznę, bo na weekend przyjadą goście "przedświąteczni". Będzimy opłatkować i wigiliować.
Zrobiłam już listę zakupów i do garów, jak tylko mąż te zakupy przywiezie.
Piesek zaopiekowany, grzeczny. Chodzi 3 razy na spacery, resztę czasu spędza, śpiąc na kanapce albo w swoim legowisku. Oby tak dalej.
No i to by było chyba na tyle tych dzisiejszych dyrdymałków.
Na koniec prośba do odwiedzających a nie komentujących. Ujawnijcie się od czasu do czasu, bo było by mi miło wiedzieć, kto mnie "odwiedza".
Melduje się October 🫡 Chętnie (jak zwykle) zaglądam ☺️
OdpowiedzUsuńDzięki! 😍
OdpowiedzUsuńMaiu z okazji tak pieknych godow życzę Wam przedewszystkim dużo zdrowka i duzo milosci na Wasza wspólną droge zycia💝.Twojego bloga sobie zapisalam ,bo uwielbiam Ciebie czytac.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję Mariolko!
UsuńWszystkiego co najlepsze na kolejne wspólne lata oraz wszystkiego co najpiękniejsze z okazji imienin, dużo zdrówka :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
Usuńwszystkiego dobrego
OdpowiedzUsuń❤️Dziękuję.
UsuńCzyli sporo się dzieje :) pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, pozdrawiam.😍
UsuńManiu! nie masz takiej monotonni. U Ciebie zawsze się coś dzieje, i przede wszystkim pięknie opisane. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Ja jeszcze w Szkocji, a moi już mi zaplanowali ferie z Montisiem. Też piesek tylko bardziej wymagający od Twojego (Border Coli). Maniu to ja ckopiec2013
OdpowiedzUsuńWitaj Cecylko! Szkocji Ci oczywiście zazdroszczę. 💕
OdpowiedzUsuń